Po ukończeniu seminarium ksiądz Twardowski spędzał wakacje w Katowicach, gdzie otrzymał pismo z Kurii Metropolitalnej, że został mianowany prefektem parafii Żbików dekanatu Pruszkowskiego.
„Zechce przeto WJKS Wikarjusz Prefekt udać się do parafii Żbików i objąć obowiązki wskazane mu przez proboszcza. Jednocześnie Kuria Metropolitalna zaznacza, że opłaty pobrane za lekcje winny być dołączone do iura stolae”.
Walizka i tobołekDziwne to było miejsce. Z ogromną świątynią, przysadzistą jak kwoka, która zagarnęła pod skrzydła pisklęta – wiejskie, drewnianie chałupki kryte strzechą, z glinianymi garnkami zatkniętymi na żerdziach płotów. A wokół pola i łąki. I cztery kilometry do najbliższego przystanku autobusowego, krzywą, brukowaną drogą. Kościół wielkością swoją pasował raczej do miasta niż wsi i był pamiątką po dobrych czasach Żbikowa, które skończyły się wraz z pierwszą wojną światową. Ale wcześniej wieś była zamożna, parafię erygowano tu już w XIII wieku, poprzedni kościół słynął z bogatego wyposażenia w kielichy, ornaty i komże ministrantów. Do Żbikowa na wakacje przyjeżdżała inteligencja. Żbików zadzierał nosa przed proletariackim Pruszkowem,…