Subskrybuj

To, czego nie wie Jarosław Marek Rymkiewicz

Od lat prowadzimy dyskusje o znaczeniu polskości, wciąż jednak powtarzamy te same argumenty. Poniżej publikujemy głos Szczepana Twardocha, który choć kontrowersyjny, próbuje zachęcić nas do ponownego przyjrzenia się tej nieco już może zatęchłej problematyce. Liczymy, że wywoła dyskusję, głosy aprobaty bądź sprzeciwu.

Piotr Skwieciński pisząc w „Rzeczpospolitej” o Samuelu ZborowskimJarosława Marka Rymkiewicza charakteryzuje tę książkę bardzo precyzyjnie. Wytyka poecie błędy, niekonsekwencje i życzeniowe myślenie, bezwzględnie wykazując, że Rymkiewicz ma o polskim wieku XVI niewielkie pojęcie. Uważa wreszcie jego metapolityczne tezy za szkodliwe dla Polski. Wszystko to prawda. Jednocześnie jednak umyka Skwiecińskiemu coś ważniejszego od tych Rymkiewiczowskich błędów i szkodliwości. Otóż: jestem przekonany, że w jakimś stopniu pomyłki Rymkiewicza usprawiedliwia waga podjętego zamierzenia –– chęć redefinicji polskości. Polskości artystycznie zapomnianej i niezagospodarowanej, bo też jedynej dojrzałej i literacko wyrafinowanej próby przemyślenia polskości w XX wieku podjął się Gombrowicz, za Gombrowiczem poszła fala epigonów i przeciwników niewielkiego formatu, a sama polskość stała się literackim trupem, nadzianym na trzonki flag – jeden obóz macha polskością obrzydliwą, drugi polskością uwielbioną i jest to artystycznie jałowe, niepotrzebne, głupie, nudne. Wymyślić polskość na nowo próbował Andrzej Trzebiński, jednak wymyślanie to przerwano mu brutalnie i niewiele z tej krwi i ust…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kapitał społeczny. Od zaufania do zaangażowania