Subskrybuj

Relacja i dystans

Albowiem człowiek jest bytem oddzielonym, zindywidualizowanym, którego nie można stopić ani zmieszać z innym. Gdyby zresztą takim nie był, nie mogłoby istnieć to, co nazywamy dobrem, bo nie można iść ku innemu inaczej niż ze swojego własnego miejsca, nie można kochać, jeżeli nie istnieje wyróżniony podmiot, który kocha, ustanawia pokój, utrzymuje przyjaźń. Więź powstaje tylko na gruncie oddzielenia i trwa tylko w oddzieleniu.

Jeżeli dobrem jest to, co przyciąga, a złem to, co budzi oburzenie, to jedno i drugie jest definiowane w rozmaitych kulturach przez uniwersalną cechę: dobro oznacza to, co łączy, a zło to, co dzieli. Wszędzie uważa się, że twierdzenia odwrotne są wyrazem perwersji, sadyzmu. We wszystkich cywilizacjach dobro przybiera postać porywu w stronę drugiego człowieka. Naturalnie, trudność polega na ścisłym zdefiniowaniu tego, co tworzy więź i tego, co stanowi oddzielenie. Ale przede wszystkim, normom wszędzie zagraża przesada, istnieją bowiem duszące więzy i zbawienne oddzielenia. Trudność płynie z samej natury relacji: jest ona więzią, która nie usuwa dystansu, więzią bez utożsamiania się czy stapiania się w jedno. Każda kultura, opierając się na uniwersalnej podstawie, określa, w zawsze zmienny sposób, alchemię więzi i dystansu. Sumbolus przywołuje dobro, natomiast diabolos zło. Sumbolein znaczy „łączyć, ustawiać razem, wiązać”. Greckie sumbola oznaczały przedmiot przełamywany na dwie części podczas zawierania umowy, którego połowę zachowywał każdy z umawiających się na wspomnienie zawartego porozumienia. W przypadku ponownego spotkania, dokładne dopasowanie dwóch kawałków oznaczało ponowne uznanie umowy. W „Uczcie” Platon, chcąc wyrazić przy pomocy mitu znaczenie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kapitał społeczny. Od zaufania do zaangażowania