Dzisiaj te niby-rzeźby muszą udawać, że są poważnymi pomnikami przeszłości. Figury Chrystusa, Marii, czasem całej Świętej Rodziny. Czuwają osamotnione na ogrodzonych siatką cmentarzach. Napisy widać tylko co poniektóre: Taraszewicz Bylińska, Cmajło Kulczycka, Bandriwski de Nowosiliec. Ziemia skostniała, tak jak oczy starszych, z którymi rozmawiamy. Tych, którzy pamiętają bogactwo swoich przedwojennych ojców.
Wielka Bylina to była bogata wieś. Przed wojną ponad dwa tysiące ludzi. „Jedźcie do Byliny, tam sama szlachta! Tylko do Wielkiej Byliny, bo w Małej Bylince same chłopy.” Mała Bylina jest za to ładna i w przeciwieństwie do Wielkiej zamieszkała. Jest dziewiąta rano, zimno. Godzinę temu się rozjaśniło. Podjechałyśmy małym autobusem dowożącym pracowników do pracy przy wydobyciu ropy[1]. Mijamy złomowisko maszyn rolniczych i wojskowych. Mijamy domy, których proporcje zdradzają, że w przeszłości były kryte strzechą – wszystkie puste. W oknie jednego z nich, za poszarpanymi pajęczynami, stoi figurka Matki…