Subskrybuj
Z wykształcenia filozof i teolog. W latach 1961–1983 była redaktorem i sekretarzem redakcji miesięcznika „Znak”. W latach 70. współtworzyła ruch hospicyjny w Polsce i pierwsze polskie hospicjum w Nowej Hucie. Przez pięć lat pomagała terminalnie chorym jako wolontariuszka. W latach...

Noc z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę

W tym roku szczególna, ale najpierw o tym, co powraca nieomylnie rok po roku dzięki oddechowi Kościoła, dzięki jego rytmowi przywołań. Jaka szkoda, że te wielkie przywołania jednak jakby giną w natłoku zachęt do tego, owego i tamtego jeszcze. Wszystko to – koszyczki, zajączki, kurczaczki i jajka z niejajecznych substancji – zawdzięcza swoją kruchą aktualność świąteczności bardziej istotnej. Tej zakorzenionej w zapomnianej, a raczej zapominanej wyjątkowości dni po wiosennej pełni księżyca. Mało kto tę pełnię ogląda. Tylko w Milenkowcach albo podobnym miejscu można sobie przypomnieć, czym ona jest.

Wracam do rytmu kościelnych przywołań, aby podzielić się błyskiem intuicji i znów porozumieć z ludźmi, dla których rytm przywołań i kontaktu z tajemnicami wiary jest ważny (nasze porozumienie zaczęło się od rekolekcji w „Tygodniku Powszechnym”, kiedy odkryłam swój związek z „ludźmi Adwentu”).

*W tym roku noc wielkopiątkowa i cała Święta Sobota stała się dla mnie świętem „powszechnego zbawienia”, wszechogarniającego ratunku. Przemówiła ikona Zmartwychwstania. Jezus zstępuje do otchłani – dzięki swej prawdziwej śmierci, dzięki ciału złożonemu w grobie, dzięki najzupełniejszemu uniżeniu, z woli Ojca, w jedności z Ojcem, wraca do Ojca, wiodąc za sobą…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Szkoła przymusu czy szkoła dialogu?