Chyba najczęściej pojawia się, gdy słucham muzyki: Pasji według św. Jana Bacha, TraviatyVerdiego, jazzowych koncertów Milesa Davisa. Ale zdarza się także w kontakcie z przyrodą albo gdy patrzę na rozgwieżdżone niebo. Zachwyt wydaje mi się czymś atawistycznym, wtedy mam ciarki na plecach. Uwielbiam to. Oczywiście są też w życiu różne drobne satysfakcje – choćby kawa wypita o brzasku, gdy jeszcze wszyscy śpią, na tarasie przed moim domem. Mieszkam w lesie i towarzyszy mi wtedy śpiew ptaków. Można znaleźć zachwyt w codzienności, jeśli jest się uważnym, nie żyje się pośpiesznie. Lecz jak to porównać z ekstazą przy słuchaniu wielkiej muzyki? To zupełnie różne zachwyty. Nie jestem filozofem, nie potrafię wysłowić wszystkich niuansów pojęć – pewnie Tatarkiewicz albo…
Twórca animacji artystycznej, performer, profesor w łódzkiej filmówce. Retrospektywy jego twórczości odbywały się w Museum of Modern Art w Nowym Jorku, a także w kilkudziesięciu innych muzeach na świecie. Za tworzony przez 14 lat film...