Kiedy mój syn Gajusz miał 9 dni, poważnie zachorował. Lekarze po niemal roku walki o jego życie zaczęli przygotowywać mnie na najgorsze. Postanowiłam, że jeśli przeżyje, założę fundację, która będzie pomagać rodzicom i ich dzieciom w podobnych sytuacjach. Początkowo miała ona opierać się tylko na wolontariacie. Naprzeciwko szpitalnej izolatki, w której spędziłam z synem 10 miesięcy, leżała Paulina, chora na białaczkę półtoraroczna dziewczynka z domu dziecka. Jej samotne i bolesne umieranie było dla mnie strasznym przeżyciem. Uważałam, że żadne dziecko nie powinno zostać pozostawione samo sobie. Wtedy – był to rok 1996 – w szpitalach nie było jeszcze wolontariuszy, którzy…
Założycielka i prezeska działającej od 1998 r. Fundacji Gajusz, zajmującej się m.in. organizacją opieki paliatywnej nad nieuleczalnie chorymi dziećmi (hospicjum stacjonarne, domowe i perinatalne). W 2008 r. odznaczona Orderem Uśmiechu, a w 2019 r. Odznaką...