Wybór kard. Stefana Wyszyńskiego na swego rodzaju drogowskaz polskich dróg jest dla wielu całkiem naturalny, zwłaszcza, gdyby trzeba było wybrać albo prymasa albo Witolda Gombrowicza. Ten drugi, cóż, sprawne pióro ale szyderczo wymierzone w Polskę, ze skrzypieniem wyższości inteligentnego, wrażliwego artysty wobec przaśnego Polaka (tym śmieszniejszego, im bardziej nadętego swoimi ambicjami). Ten pierwszy, wiadomo, niestrudzony murarz sprawy polskiej, kościelnej i chrześcijańskiej, doglądający nie tylko spękanych ścian, ale przede wszystkim fundamentów narodowej tożsamości. Tacy Gombrowicze to mu właściwie tylko więcej dodają roboty, niż czynią ją łatwiejszą. Wybór Witolda Gombrowicza na duchowego patrona – zwłaszcza gdyby było trzeba wybierać między nim, a kard. Wyszyńskim – jest… dla wielu oczywisty. Gombrowicz, wiadomo, przenikliwy, nie poddający się narodowym schematom, znajdujący intrygujące zejścia…
Dziennikarz, publicysta, felietonista, historyk