2 kwietniaRocznica dnia, który bardzo wielu pamięta. Już trzecia, dopiero trzecia. Nie zadaję sobie, ani nikomu, popularnego, ale bardzo niemądrego pytania: czy dzień śmierci naszego Papieża nas zmienił? Jest w nas wpisany – czy będziemy ten zapis odczytywać? Kiedy? W jakich krytycznych chwilach, wobec jakich wyzwań? Warto byłoby to czynić wobec śmierci bliskich, wobec bliskości śmierci własnej. Jan Paweł II, Karol z Wadowic, odprawił swoje umieranie z ogromnym, świętym wysiłkiem, aby pomóc ludziom w tych ostatnich, nieuniknionych krokach. Mnie też była dana chwila wspólnoty z Nim i ze światem, gdy w studio telewizyjnym zgasły ekrany i jak kurtyna wszystko na chwilę okryła gęsta, namacalna cisza. Wracam do niej. I myślę też, że w tych dniach pamięci o odejściu naszego Bliskiego wszyscy powinniśmy zrobić coś dla idących za nim umierających. Tak czy inaczej, wesprzeć ruch hospicyjny wdowim groszem, jakąś pracą, przypomnieniem, że trudzący się tam pomocnicy są pamiętani, mogą liczyć na otaczające ich środowisko, na sąsiadów, kolegów ze zwykłej pracy. To jeden ze sposobów obchodzenia rocznicy. Widzę jeszcze drugi: współmyślenie. Jeśli Bliski…
Z wykształcenia filozof i teolog. W latach 1961–1983 była redaktorem i sekretarzem redakcji miesięcznika „Znak”. W latach 70. współtworzyła ruch hospicyjny w Polsce i pierwsze polskie hospicjum w Nowej Hucie. Przez pięć lat pomagała terminalnie chorym jako wolontariuszka. W latach...