Kabardyńskie konie istnieją naprawdę, odznaczają się umięśnioną szyją, pionowym ustawieniem łopatek (co daje wysoki krok), średnim wzrostem, dużą wytrzymałością; umaszczenie mają gniade, skarogniade lub kare. I naprawdę można je zobaczyć, przebywszy grzbiet wzniesienia, na 57 stronie książki: Konie pasły się na stoku po drugiej stronie płytkiej doliny i było ich naprawdę mnóstwo, na pewno więcej niż pięćdziesiąt, być może więcej niż sto, a gdybym nie obawiał się posądzenia o przesadę, powiedziałbym, że było ich dwieście – i nawet jeśli przesadziłbym, przesadziłbym niewiele. Prawie się nie poruszały. Tylko od czasu do czasu któryś z nich robił krok lub dwa, jednak zazwyczaj działo się to gdzieś na obrzeżach pola widzenia, tak że ruch ten można było wziąć za złudzenie wywołane drganiem coraz cieplejszego powietrza. Nigdzie w zasięgu wzroku nie było żadnego ogrodzenia, które zabraniałoby…
Tłumaczka literatury niemieckojęzycznej, eseistka, autorka m.in. książek Rubryka pod różą (2007), Jak być artystą. Na przykładzie Thomasa Manna (2011), Dziwna rzecz – pisanie (2012).