Subskrybuj
Z wykształcenia filozof i teolog. W latach 1961–1983 była redaktorem i sekretarzem redakcji miesięcznika „Znak”. W latach 70. współtworzyła ruch hospicyjny w Polsce i pierwsze polskie hospicjum w Nowej Hucie. Przez pięć lat pomagała terminalnie chorym jako wolontariuszka. W latach...

***

13 grudnia wieczorem, na rogu Alei Niepodległości i Domaniewskiej, minęła mnie kolumna pędzących na sygnale wozów opancerzonych, migających niebieskim światłem. Sam kształt tych antyludzkich łodzi na kołach budzi grozę.

Nie chcę ich oglądać.

Niech młodzi zwolennicy odgrywania na ulicach scen z historii poczekają jeszcze trochę, aż my wszyscy, pamiętający bez tego, poumieramy, aż zostaną po nas może jakieś notatki czy nagrania. I niezrozumiałe pamiątki, coś z epoki, czego nie pozbyliśmy się aż dotąd. Może dlatego, że, jak mój zielony płaszcz-kufajka, zdało taki egzamin, że jeszcze się przyda?

Jeszcze jedna myśl: w Afganistanie takie pojazdy teraz penetrują wąskie uliczki starych miasteczek. Poruszają się niestosownie szybko, bo nie chcą tkwić w osaczeniu. Niebezpiecznie znaleźć się na ich trasie. Mój wskrzeszony lęk, a jeszcze wyraźny wstręt, solidarny z ludźmi gdzieś tam, niedaleko ostrzelanego Nangar Khel.

Pochodzę z rąk Boga

30 grudnia 2007. Sama ze sobą, tylko w obecności oszadziałego lasu, bez książek i bez internetu. Nie przestaję jednak myśleć, szukać odpowiedzi, zdana na to, co pamiętam. To też właściwie samorekolekcje, nie publicystyka. Pod spodem, na dnie wielu dzisiejszych…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Sami wśród obcych. Dramat uchodźców