Subskrybuj
Dr hab., adiunkt na Wydziale Polonistyki UJ, historyk literatury, krytyk literacki i filmowy, wydał m.in. Świat poezji Stanisława Barańczaka (1995) oraz podręczniki do nauki języka polskiego w liceum Opowieść o człowieku.

Pathos

O <i>Katyniu</i> nie da się inaczej, jak tylko z patosem. To jedna z największych tragedii w historii Polski, ale nie tylko przez sam fakt zbrodni emblematyczna. To tragedia podwójna, bo uwikłana w kłamstwo, uporczywie zamazywana albo wykorzystywana propagandowo, a także tragedia zbrukana, której ofiary – zamordowani, a także nieznający ich losu bliscy – zostały po wielokroć podeptane w swojej godności.

Podjęcie tematu Katynia w sztuce wiąże się z ogromnym ryzykiem. Jak w ogóle podejmowanie tematu dwudziestowiecznych zbrodni: Auschwitz, Holocaustu, Powstania Warszawskiego, łagrów. Wydaje się, że wobec ogromu zła trzeba zachować milczenie. Z drugiej jednak strony – nie, nie wolno milczeć, bo nie można pozwolić, żeby o złu zapomniano. Tyle że czym innym są – świadectwo, wspomnienie, historyczna rekonstrukcja, czym innym – wizja artystyczna. Sztuka bowiem nie tylko informuje, ale nade wszystko kreuje obraz, który siłą sugestywności narzuca się wyobraźni i prawdę w najlepszym razie wspomaga, w najgorszym zastępuje. Sztuka ma ogromną moc, dlatego potrafi wiele powiedzieć o świecie, w tym o przeszłości. Zarazem jednak jest to moc zwodnicza, bo sztuka nie może zastąpić wiedzy, w tym wiedzy o tym, co było. Tymczasem jej interpretacja dziejów jest w większej mierze zmaganiem się ze współczesnym stanem ducha i świadomości niż z minionymi wydarzeniami.

Pathos to po grecku uczucie, ale nie każde, lecz uczucie wzniosłe, głębokie przeżycie, a nawet cierpienie. Pathos wpisany był w reguły rządzące tragedią jako gatunkiem dramatycznym – on wiódł do katharsis, oczyszczenia. Dziś się go obawiamy, lękamy się głębokich uczuć, które budzi w nas sztuka, one wywołują złe skojarzenia, wydają się domeną kiczu. Dziś wolimy grę, zabawę, dystans wobec dzieła i dzieła wobec nas. I podejmujemy tę grę, również z historią i ze złem. Tylko że nie zawsze się da. Są tematy, które domagają się powagi. Dlatego niechętnie je podejmujemy, omijamy z daleka, wydaje nam się, że jesteśmy wobec nich bezradni. Tak było przez długie lata z Katyniem. Bo zmagając się z tym tematem, trzeba było się zmierzyć nie tylko ze zbrodnią, ale i z kłamstwem. Trzeba było opowiedzieć się po stronie cierpienia i prawdy. A to stanowi zawsze ogromne wyzwanie, gdyż – paradoksalnie – łatwo w takiej sytuacji omsknąć się w fałsz – nie faktograficzny, ale emocjonalny. Nie da się wyjść poza patos, ale poddanie się mu może wieść do nieznośnego monumentalizmu. Lub odwrotnie – do perwersyjnej fascynacji złem i kłamstwem. Estetyka w takich sytuacjach bywa jeśli nie bezradna, to mocno zakłopotana. Andrzej Wajda przez lata nosił się z zamiarem zrobienia filmu o Katyniu. Był jednym z tych, których zbrodnia sowiecka dotknęła osobiście, bo na Wschodzie zginął jego ojciec (jak się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: J. M. Coetzee w świecie bez łaski