Subskrybuj
Dr hab., historyk i politolog na Uniwersytecie Alberta Ludwika we Freiburgu (Niemcy).

Rowerem z Krakowa do Monachium… Papieskim szlakiem?

W dniu wejścia Polski do UE - przy leniwie wiejącej unijnej fladze i słabo słyszalnych dźwiękach Beethovena - tylko ówczesnemu szefowi niemieckiego MSZ Joschce Fischerowi przełomowa noc 1 maja 2004 wycisnęła na słubickim moście łzy.

Potem jeszcze jedynie mocno wzruszony kanclerz Schröder pochylił się głęboko przed pomnikiem Powstania Warszawskiego w 60. rocznicę jego wybuchu. Ale na tym wyczerpywałby się katalog polsko-niemieckich czułości celebrowanych przez elity polityczne obydwu krajów. Wejście Polski do Unii ujawniło między Berlinem a Warszawą trywialność dnia codziennego. Mniej chodzi tu o tegoż samego Joschkę Fischera, który już podczas wyróżnienia Niemieckiego Instytutu Historii w Warszawie nagrodą (lipiec 2005), siedząc podczas ceremonii w pierwszym rzędzie, przez dobrą godzinę esemesował zachłannie, naprędce wygłosił marne przemówienie i odleciał pośpiesznie do Berlina ratować rządzącą tam koalicję. Bardziej niż metamorfoza ówczesnego szefa MSZ doskwiera erupcja owego katalogu kontrowersji dzielących polityków z Warszawy i Berlina. Liczne spory…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Szkoła przymusu czy szkoła dialogu?