A dziennikarzem zostałem przecież tylko dlatego, że istniał Kapuściński. Zapisując się na dziennikarskie studia nie miałem pojęcia na czym polega ten zawód, a kończąc je byłem pewien jednego – mogę być wszystkim, tylko nie dziennikarzem. Chyba, że dziennikarzem takim jak Kapuściński. Podróżnikiem, odkrywcą, świadkiem historii i uczestnikiem przygód, człowiekiem żyjącym mocno, na krawędzi. Dlatego zgłosiłem się do PAP, gdzie kiedyś pracował.
Nigdy wcześniej go nie widziałem. Dziwiłem się, że on, najsławniejszy korespondent wojenny, nie występuje w ogóle w telewizji, choć powinien – jak wtedy sądziłem – występować w niej stale. Nic wszak nie było lepszym dowodem wielkości i wyjątkowości niż pokazywanie się na ekranie telewizora.
Wiedziałem natomiast, wszyscy to wiedzą, jak wygląda, albo powinien wyglądać wojenny…