Analizując realia społeczne (w tym demograficzne), często sięgamy do danych statystycznych jako twardych i niepodważalnych informacji o rzeczywistości. Nie są one subiektywne, a tym samym wydają się oferować pewien punkt odniesienia, a nawet fundament do opisu stanu obecnego i prognoz. W przypadku państw zachodnich pogląd taki wydaje się uzasadniony, znacznie trudniej jest go podtrzymać w przypadku wielu innych części świata. Bo czy rzeczywiście można określić strukturę zgonów np. w Mali z podziałem na przyczyny? Trudno sobie wyobrazić, że w kraju zamieszkanym przez wiele grup etnicznych, wśród których nie brakuje nomadów, każdorazowo określana jest przyczyna śmierci, a następnie rejestrowana w odpowiednim spisie. Czy można ustalić poziom analfabetyzmu funkcjonalnego w Egipcie, skoro dotyczy on umiejętności praktycznych związanych z życiem w nowoczesnym społeczeństwie? A nawet – czy istnieją dane, niebędące jedynie szacunkami, które opisują strukturę religijną współczesnego Libanu? Wszak ostatni spis powszechny odbył się w 1932 r. i to właśnie ze względu na strukturę religijną nikt go od tamtego czasu nie powtórzył. Brak danych – czy to ze względu na trudności w ich pozyskaniu na etapie rejestracji, czy też na poziomie dostępności – poddaje niekiedy w wątpliwość międzynarodowe zestawienia. W przypadku badań sondażowych sytuacja jest…
Adiunkt w Katedrze Socjologii Ekonomicznej KES, wykładowca na Wydziale Orientalistycznym UW, zajmuje się problemami społeczno-gospodarczymi świata arabskiego oraz islamem w Europie, członek redakcji „Warsaw Forum of Economic Sociology”, „Studia i Prace” oraz „Bliski Wschód”.