Na kilkadziesiąt minut przez planowanym początkiem uroczystości jej scena właściwie już była zajęta, pełna mniej lub bardziej spektakularnych akcji. Część obrońców cały czas modliła się pod krzyżem, ale jednocześnie ich liderzy dążyli do aktywizacji tłumu zgromadzonego za barierkami. Pojawiły się znane z okresu Solidarności nawoływania: „Chodźcie z nami”, które wkrótce przekształciły się w skandowane hasło: „Jeśli jesteście Polakami, chodźcie z nami”, będące performatywnym wyzwaniem (i wykluczeniem): kto nie idzie z nami, kto do nas nie dołącza – nie jest Polakiem. Ponieważ zaś dołączenie było blokowane przez siły porządkowe, chcący dowieść swojej polskości tłum zaczął na nie napierać z ogromnym impetem. Powstał w ten sposób niezwykły obraz – metonimiczna scena narodowa, symboliczne centrum Polski zajmowane przez garstkę stojącą pod krzyżem i szturmowane przez tłum, który chce do niej dołączyć. Nic dziwnego, że na głowy broniących dostępu strażników posypały się najgorsze inwektywy: „gestapo”, „mordercy”. Może budzić zdziwienie, że organizatorzy uroczystości nie zdecydowali się na usunięcie niewielkiej grupki obrońców z miejsca przygotowanego na potrzeby innych występów. Jest jasne, że władze i siły porządkowe nie chciały rozwiązań siłowych, zwłaszcza wobec obecności mediów i licznych potencjalnych przeciwników takiej akcji….