Dwa wydane ostatnio zbiorowe tomy: Język dalekosiężny oraz Herbert na językach łączy nie tylko lingwistyczna tytułowa metafora, lecz także wspólny zamiar ukazania dorobku poety w nowych kontekstach. W obu książkach dokonuje się proces, który George Steiner określał mianem „uinnienia”. Neologizm ów można rozumieć jako przemienienie obcego w swoje, ale też trochę szerzej – jako oswojenie niepełne, z zachowaniem rdzenia obcości.
Herbert „uinniony” to kreowany w europejskich przekładach poeta idei, w mniejszym stopniu – egzystencjalnej refleksji, którego twórczość różne kultury odkrywają dla siebie z różną intencją. Chociaż w kręgu rodzimej krytyki Herbert „uinniony” to dziś poeta „na językach”, o którym głośno, to jednak nie dla wszystkich jest on jednakowo „oswojony”.
Spór o światopogląd i dorobek Herberta toczy się nadal. Obie publikacje dowodzą, że tłumaczenie rozumiane zarówno jako translacja tekstów, jak i rozjaśnianie ponadtekstowych znaczeń (ludzkich postaw, wyborów) jest zawsze gestem hermeneutycznym o ambiwalentnej semiotyce: gościnności i nieufności, zaproszenia i zawłaszczenia.
Herbert na językach to książka luźno spojona z trzech części. W pierwszej znajdziemy propozycje nowych ujęć krytycznych, w drugiej – opis recepcji środkowoeuropejskiej, w trzeciej – omówienie obecności Herberta w anglojęzycznym kręgu kulturowym, głównie amerykańskim.
Całość jest aranżacją dyskusji, w której zderzają się różne racje i wychodzą na jaw kwestie drażliwe, niedomówione lub mało znane. O takich pisze Ewa Thompson (Biedny Herbert patrzy na zideologizowany świat) odsłaniająca konteksty przyznania poecie pod koniec życia (1996) przez Fundację Ingersoll niezwykle…