Jest taka sytuacja – powiedzenie to bardzo dziś się skolokwializowało, jeśli nie gorzej. I coś za bardzo zaczyna nam się charakter współczesnego Polaka dookreślać. Z góry więc zastrzegam się, że nie do tego kolokwializmu chciałbym nawiązać. Chociaż kto wie, może by i było warto, może i te moje uwagi gdzieś w tym kierunku właśnie by prowadziły. Mnie tu jednak chodzi o sprawy bardziej, by tak rzec, podstawowe.
Sytuacje opisujemy w zdaniach. Za korelat zdania, które coś stwierdza, pierwszy uznał sytuację twórca współczesnej logiki Gottlob Frege. Frege uważał jednak, że z logicznego punktu widzenia istnieją tylko dwie sytuacje: prawda i fałsz. Zdanie stwierdza albo prawdę, albo fałsz – to wszystko.
Bardziej zróżnicowaną ontologię sytuacji zaczął kształtować dopiero Wittgenstein. Idąc tym tropem sytuacją nazywał będę coś, co ma swe miejsce, swój obszar w wittgensteinowskiej „przestrzeni zdarzeń”, a zachodzi wtedy i tylko wtedy, gdy spełniony zostaje (to już w znaczeniu, jakie pojęciu spełniania nadał Alfred Tarski) pewien określony z góry warunek. Przedmiotem mych uwag będzie więc tutaj obszar polskości w świecie zdarzeń (zdarzeń mających swoją historię); tego obszaru zasięg, granice i osobliwości.
Sytuację, zwaną polskością, warunkuje – tak bym to przynajmniej widział – istnienie po części zwartej, po części żyjącej w diasporze wspólnoty duchowej, która skupia się wokół pewnych historycznie uwarunkowanych symboli, z symbolami tymi identyfikuje swe trwanie, trwania tego ciągłość i godność.
Układ odniesień
Dodać przy tym należy, że samo słowo symbol oznacza dla mnie…