Kiedy na początku lat 80. XX w. grałem w baseball, byłem miotaczem. Rzucanie piłką w baseballu przypomina trochę deklarację wolności. Stoisz samotnie na górce pośród niewielkiego kredowego kręgu, gdzie wykonujesz ciężką pracę, i odczuwasz na przemian dumę oraz rozpacz. Cały mecz zależy od tego, co zrobisz.
Zmieniając pozycję na górce miotacza w przygotowaniu do rzutu, wizualizowałem, co stanie się później. Wyobrażałem sobie, jak rzucam – powiedzmy, szybką piłkę od wewnętrznej strony – i oczami wyobraźni widziałem, jak pałkarz waha się, tracąc czas na ocenę, czy wleci ona w jego bazę czy też nie, zamachuje się zbyt późno i pospiesznie, a w rezultacie nie trafia. Widziałem nawet jego grymas. W tego rodzaju wizualizacji, którą Edith Stein nazwała „jedną przenikającą intencją”, pojawia się inny świat o moment wyprzedzający nasz. Nie zawsze, lecz często udawało mi się połączyć te dwa światy i wywołać reakcję, jakiej oczekiwałem. Jako dziecko regularnie powtarzałem sobie coś, co powiedział Roger Angell – piłka baseballowa była moim „małym kawałkiem fizyki”.
Nie jesteśmy bogami ani przedmiotami. Jesteśmy ludźmi, którzy mogą stać się suwerenni. Wolność nie jest brakiem ograniczeń ani ich akceptacją – jest ich wykorzystaniem.
Górka miotacza znajduje się o 18,5 metra od bazy domowej. Jest też wyniesiona o ćwierć metra nad ziemię, co zarówno ogranicza możliwości rzutu, jak i je otwiera. Możemy robić tylko to, co umiemy, a są to zazwyczaj rzeczy, których nauczyli nas inni i które ćwiczymy. To, co miotacz robi na górce, jest wynikiem nie tylko wyborów odpowiednich z punktu widzenia przebiegu meczu, lecz także wszystkich powtarzalnych działań, które miały miejsce wcześniej. To samo dotyczy każdego dokonywanego przez nas wyboru. Samo myślenie o cnotach nie wystarcza. Jak powiedział Arystoteles, musimy te cnoty praktykować – wprowadzać je w życie. „Przyroda stawia opór – mówi Simone Weil – ale nie broni się”. Ten opór czujemy, podnosząc piłkę baseballową lub dotykając strun gitary. Struny opierają się kostce, uginają się jednak w końcu, wydając z siebie akord. Piłka stawia opór, gdy ją podnosisz, ale opór ten się kończy, gdy kładziesz środkowy palec na szwie, obok niego wskazujący, szybko zginasz nadgarstek i wyrzucasz ją, podkręcając jej lot. Natura ustępuje w piękny sposób. Kiedy wiemy, jak grać, oraz wiemy, że chcemy grać, opór i uległość stają się tym samym. Rzuty kierują się regułami, których nie stworzyliśmy,…