Kiedy ostatnio się Pan nudził?
Pewnie wczoraj, życie w ogóle jest przecież nudne, tylko z rzadka dzieje się coś interesującego, a na co dzień to głównie czeka się, aż coś zacznie się dziać, czyli często nie wiadomo w sumie na co. Jak w wierszu Jana Lechonia: „Co dzień to samo. I już śmierć”.
Jak nauki społeczne definiują nudę? Można powiedzieć, że jest to niejako wymuszone zawieszenie uczestnictwa w pogoni życia?
Nudę bardzo trudno zdefiniować w terminach pozytywnych. Raczej można ją opisywać w kategoriach negatywnych – przede wszystkim braku zaangażowania, zadowolenia i znaczenia.
Nuda to stan, w którym uderza nas nieobecność czegoś; pojawia się jakiś rodzaj pustki, chwilowego braku sensu czy – jak Pani powiedziała – zostaje zawieszony bieg życia.
Ten bieg staje się jałowy. Może się wydawać wręcz, że zatrzymaliśmy w kadrze strumień dziania się. Powstaje przerwa, jakaś nieobecność. Być może nuda to brak chęci czy też zdolności podmiotowego uczestniczenia w życiu.
Gdy doświadczamy tego stanu, czas niebotycznie się rozciąga. Dlaczego większość z nas odczuwa przy tym dyskomfort?
W ujęciu literackim Josif Brodski pisał, że nuda jest oknem, przez które możemy spojrzeć na rzeczywistość – rozumiana jako obezwładniająca, wieczysta, indyferentna nicość. W nudzie czas się przewleka, dłuży w nieskończoność. A to dlatego, że stanowi ona antypody zaangażowania. Kiedy jesteśmy pochłonięci czymś, co lubimy i co sprawia nam satysfakcję, nie mamy poczucia upływu czasu – możemy się zdziwić, że minęły trzy godziny, podczas gdy nam się wydaje, że dopiero zaczęliśmy coś robić.
Zazwyczaj jesteśmy do nudy przymuszeni?
Najczęściej nudzimy się, gdy nie mamy swobody wyboru tego, co robimy. Czyli w pracy i szkole….