Subskrybuj
Bartłomiej Dobroczynski fot. Leszek Zych/Polityka
Bartłomiej Dobroczynski fot. Leszek Zych/Polityka
Absolwentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na UW. Od 2014 r. redaktorka i autorka tekstów na tematy związane z kulturą, społeczeństwem i inkluzywnością. Współpracowała z „Res Publicą Nową”, „Wysokimi Obcasami Praca” i publikowała teksty w pismach...

Kto dziś pisze bajki

Wielkie wspólne opowieści zawarte w baśniach przez dekady porządkowały nam świat. Choć wciąż wyglądają na żywe, to tak naprawdę od pewnego czasu są martwe.

Czym się stało dla nas wychowywanie dzieci?

Zacząłbym od tego, że stało się czymś ważniejszym niż w dawnych czasach. Kiedyś nie było takiej kwestii, bo nie istniało pojęcie dziecka, badacze twierdzą, że to stosunkowo późny wynalazek. Wcześniej był po prostu człowiek – najpierw mały, potem dorosły. Mali ludzie byli wcześnie wdrażani w sprawy starszych. Jeszcze w moich czasach niewiele mówiło się o podmiotowości dzieci, nie przysłuchiwano się temu, co mają do powiedzenia – mówiło się za to, że dzieci i ryby nie mają głosu. To się zmieniło także dlatego, że mamy lepszą wiedzę o wpływie doświadczeń z dzieciństwa na to, jakimi stajemy się dorosłymi. Poza tym ludzie mają większe niż kiedyś możliwości poznawcze, kompetencje społeczne i ciągle wymieniają się opiniami na różne tematy w mediach społecznościowych.

Z mojej perspektywy – osobistej, lecz także psychologicznej i kulturoznawczej – najtrudniej odpowiedzieć na pytanie: do czego mamy te dzieci wychowywać?

Co ma Pan na myśli?

Chcemy, żeby było im jak najlepiej, i z tego czasami biorą się błędy wychowawcze, bo naciskamy, by zrealizowały to, czego nam się nie udało. Co się nieraz może wiązać z przemocą, gdy staramy się wpłynąć na obranie drogi, która naszym zdaniem jest najlepsza.

Abstrahując od kwestii emocjonalnych, wychowywanie dzieci to nie tylko miłość i opieka, lecz również zapoznawanie ich ze światem.

Wraz ze szkołą i innymi instytucjami pokazujemy młodym, jaki on jest, oraz chcemy je nauczyć, jak się w nim poruszać. Tyle że ten punkt wyjścia, który wydaje się prosty, tak naprawdę sprawia, że to karkołomne zadanie, bo ludzie ciągle spierają się, jaki ten świat jest. Mam na myśli nie materialność i biologię, ale skomplikowanie świata ludzkiego. Nie posiadamy jednolitej narracji, co do której ludzie mogliby się zgodzić, że powinna zostać przekazana kolejnemu pokoleniu. Sfera debaty opiniotwórczej pokazuje, że nie istnieje w tym zakresie żadna jasność poglądów. Wychowując dzieci, zostaliśmy skazani na wpływ zewnętrznej rzeczywistości, także algorytmów, które narrację kształtują.

Kiedy ta rzeczywistość zaczyna mieć wpływ na młodych ludzi?Specjaliści z zakresu psychologii ewolucyjnej twierdzą, że dzieci dość szybko, między czwartym a piątym rokiem życia, wchodzą w krąg oddziaływania grupy rówieśniczej. Rodzice bardzo wcześniej przestają…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zróbmy sobie dziecko