Subskrybuj
Fragment planu Łodzi z 1938 r. fot. Biblioteka Narodowa
Eseista, publicysta, redaktor w Wydawnictwie Czarne, publikował m.in. w „Dwutygodniku”, „Polityce” i „Piśmie”. Autor książki o afektach i złudzeniach w późnym kapitalizmie Moja osoba. Eseje i przygody (2020). Intensywnie pracuje nad książką o Łodzi i okolicach

Wmiastowstąpienie

Julian Tuwim wspominał swoją łódzką młodość: „Uganianie się za dziewczynami wymagało włóczęgi po mieście. Byłem więc szlifbrukiem i flaneurem”.

Czy w Łodzi byli flanerzy? A jeśli byli, to kim byli? Z jakich branż wywodzili się ci łódzcy flanerzy – domyślni, potencjalni – skąd ruszali na swoje cierpliwe obchody, wycieczki, maniakalne przechadzki? Czy flaner w Łodzi był artystą, na dodatek – świadomym bycia flanerem i artystą, czy może raczej kimś bardziej przyziemnym, reporterem prasy codziennej, powiedzmy, albo z lekka stukniętym naukowcem amatorem, którego zajmuje problemat cyrkulacji mas ludzkich w metropolii? Byli z Bałut czy z Chojen, ze Szlezyngu czy z Karolewa? Być może, jeśli byli, mieszkali w śródmieściu, w którejś z tych frymuśnych, dostojnych kamienic, i w śródmieściu zaczynali i kończyli trasę. Flaner w Łodzi mógł być Żydem, Polakiem i Niemcem. Albo Rosjaninem, urzędnikiem, którego car posłał na zachodnie rubieże imperium, i tenże desperacko próbuje w tym zadymionym, nieżyczliwym mu mieście nad Jasieniem i Łódką zrekonstruować sobie ukochany Sankt Petersburg i bulwar wzdłuż Newy. Niewykluczone, że byli i tacy, którzy wcale nie wywodzili się z profesjonalistów, flanerowali więc dla siebie, ale bez celu wyższego. Z domu wyganiała ich praktyczna mądrość starych almanachów i monografii antymelankolicznych, w których napisano, że chodzenie, zmęczenie chodem, zmienne widoki, jakich da się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Co z ciebie wyrośnie