Subskrybuj
Dorota Masłowska na planie teledysku "Motyle" fot. Marta Kacprzak @motionpicturestories
Dorota Masłowska na planie teledysku "Motyle" fot. Marta Kacprzak @motionpicturestories
Antropolożka kultury, autorka książek Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji (2016) oraz Wyroby. Pomysłowość wokół nas (2018) i Czyje jest nasze życie (2017; wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim).

Soundtracki do życia

Piosenki ułatwiają mi wyrażanie emocji, na które potrzebuję w literaturze tysięcy znaków, różnych figur i obrazów. To dla mnie wyzwolenie: radość bezpośredniej komunikacji na intuicyjnym, fizycznym poziomie. Dotknięcie ludzi w serca.

Rozmawiam z Twoim wcieleniem muzycznym – nie tyle pisarką, ile artystką scen. Pamiętam, jak na początku kariery pisarskiej, kiedy publikowałaś felietony w „Przekroju”, ujawniłaś się jako miłośniczka smutnego rocka. Dzisiaj nagrywasz w konwencji rapowej. Czy szukasz i odnajdujesz dzisiaj to, co kiedyś pociągało Cię w innych brzmieniach?

Muszę przyznać, że dawno już nie próbowałam precyzować swojego gustu muzycznego. W ciągu 40 lat mojego życia jeździł on na pstrym koniu. Za długo żyję, by utożsamiać się z muzyką, której słucham, poza tym słucham teraz skrajnie różnych rzeczy, rzadko smutnych. Młodzi ludzie z niedoborem bólu istnienia szukają go gdzie popadnie. Też tak robiłam – nim doświadczyłam w życiu prawdziwego smutku, lubiłam nurzać się w otchłaniach smutnej muzyki. Między innymi zimnej fali, jakiegoś indie rocka. Ciekawe, czy to były ćwiczenia z człowieczeństwa, jakieś manewry hartujące przed przyszłymi cierpieniami. Na przykład moja przygoda z płytą Pornography The Cure czy Amnesiac Radiohead, których słuchałam po prostu, aż polała się krew. Teraz nie lubię, gdy muzyka ciągnie mnie w ciemność. Używam jej raczej do ożywiania się i kontemplacji życia.

To ciekawe, że wierzysz w takie oddziaływanie muzyki: to, że jest w stanie wywołać sugestywne stany emocjonalne, że ingeruje w naszą psychiczną strukturę.

Sposób słuchania muzyki, który praktykujemy – zindywidualizowany, wyrażający się osobistymi, unikatowymi „soundtrackami do życia” – był nieznany naszym rodzicom. Oni uczestniczyli w muzyce z publicznego przydziału, oficjalnie przyznawanej, projektowanej i zamawianej dla nich w ramach polityki społecznej.

Teraz podlega ona w dużej mierze indywidualnym wyborom. Oczywiście to też pozorne, bo na ich podstawie Spotify i YouTube więżą nas w swoich algorytmach. Jednak na pewno jest w tym dużo więcej indywidualności.

Myślę, że nasze preferencje muzyczne wynikają z naszych doświadczeń i równocześnie je powodują. Z czegoś w nas się biorą: z niewyrażonych w inny sposób intuicji, pragnień, marzeń o sobie. A potem nas determinują –…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Psychodeliki. Nadzieja dla duszy i umysłu?