Pretensje i oczekiwania pana Wita Szostaka wobec polskiej prozy pozostają na ogół w zgodzie z tym, co ja sobie na te tematy od dłuższego już czasu myślę, dlatego w krótkim tekście, jaki tu przedstawiam, wykorzystam moje nieco obszerniejsze publikowane już lub wygłaszane artykuły. W samej rzeczy, pisarzom w ostatnich latach dość trudno przychodzi opowiedzenie jakiejś wyraziście i konsekwentnie zbudowanej historii, o której można by powiedzieć, że się w niej świat odbija – świat społeczny, zewnętrzny wobec autora, w całej swojej komplikacji i niejednoznaczności. To ostatnie bardzo ważne: z łatwością przychodzi wskazać w pisanej obecnie prozie fabuły podległe jakiejś jednej koncepcji, jakiemuś: „świat jest taki a taki”, „ludzie są tacy a tacy”, „problemem dzisiejszego człowieka jest”, by już nie wspominać konstrukcji w rodzaju: „politycy (z obozu wroga) są zagrożeniem, bo…”. Lista prostych sądów na temat rzeczywistości, jakie ilustrują pisane w ostatnich latach powieści z tezą lub z wołającym o interwencję obrazem społecznych niesprawiedliwości, da się łatwo wydłużać.
Wyniszczające zaangażowanie
Jeśli miałbym zatem wskazać pierwszą przyczynę, dla której opowiadane w…