Polska dyskusja – a raczej wojna – o aborcję na pierwszy rzut oka wydaje się sporem dwóch silnych narracji, pomiędzy którymi nie tylko nie ma żadnych szans na porozumienie, ale również brak jest podobieństw. Wyjątek może stanowić jedynie zdecydowane przekonanie o posiadanej racji. Chciałbym jednak zaproponować tezę odmienną – obie narracje są słabe , i w rzeczywistości składają się z wielu pomniejszych opowieści. Ich wspólną obok słabości cechą jest pragnienie ustanowienia ideowej hegemonii, daleko przekraczającej kwestię prawnego zakazu lub dopuszczalności przerywania ciąży. Mimo – a może właśnie dlatego – że spór o aborcję zastygł w dawno zdefiniowanych formach i wydaje się, że żaden nowy argument już nie padnie, proponuję, by potraktować go jako jeden z najważniejszych politycznych sporów we współczesnej Polsce, a także jako przykład konstruowania ideologicznych sojuszy.
Paradoksy „obrony życia”
Zacznijmy od tego, co widać od razu. Najważniejszą i najbardziej rozpowszechnioną w mediach narracją przeciwników prawnej dopuszczalności przerywania ciąży (którzy sami wolą się określać jako „przeciwnicy aborcji” lub bardziej jako „obrońcy życia”) jest ta, która głosi, że życie człowieka rozpoczyna się od naturalnego poczęcia i trwa do naturalnej śmierci i jako takie powinno być chronione bezwzględnie. Problem w tym, że narracja ta jest zbyt abstrakcyjna. Idea, jakoby ludzkie życie było dobrem najwyższym i jako takie powinno podlegać ochronie, nie jest wystarczająco…