Dwie najważniejsze książki Janusza Korczaka powstały w czasie wojny, w różnych okolicznościach, lecz w podobny sposób. Jak kochać dzieckopisał „w przerwach między jedną a drugą potyczką pierwszej wojny światowej” (Joanna Olczak-Ronikier), „na postojach, na łące, pod sosną, na pieńku”, jak sam to opisywał. Narzucił sobie rygor: pisać codziennie, nawet jeśli przerwy będą krótkie, czasu na zebranie myśli mało. Siadał osobno, wyjmował plik kartek, notował; na jednym z postojów ktoś go zapytał: „Czy warto na pół godziny?”. W ten sposób – z dala od otwartego dopiero co Domu Sierot, od spotkań z podopiecznymi i dyskusji ze współpracownikami – powstała książka zbierająca najważniejsze spostrzeżenia Korczaka dotyczące dziecka. Książka nie o wychowaniu, lecz – co podkreśla tytuł – o kochaniu. Owszem, i wtedy zdarzały się przerwy w pisaniu, okresy zwątpienia. „Bywało, że przerwa miesięczna: po co się wygłupiać? To, co mądre, wie setka ludzi. Nadejdzie pora odpowiednia – powiedzą ci, co ważniejsze wprowadzą w życie” – komentował po latach. Potem jednak mobilizował energię, na przekór własnemu zmęczeniu, widokom, które podsuwała wojna, pisał o tym,…
Poeta, publicysta. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Znakiem”. Nakładem Wydawnictwa Znak właśnie ukazała się jego książka „Tischner. Biografia”, a w 2019 r. „Dziennik końca świata”. Wydał też m.in. tom miniesejów „Sto lat. Książka życzeń”...