Subskrybuj
Bruno Schulz, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons
Bruno Schulz, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons
Dr nauk humanistycznych, filolog, krytyk literacki. Zajmuje się literaturą XX w., współczesną prozą polską i melancholią.

O melancholii Schulza

Bruno Schulz swoje bycie w świecie odczuwał jako poruszanie się w przestrzeni rozbitej, niepełnej, przestrzeni, która została wysadzona z posad i w której nie sposób zamieszkać bezkarnie, nie sposób wygodnie się umościć i ostatecznie wziąć jej za dobrą monetę.

Jest rok 1932, Bruno Schulz skończył właśnie 40 lat. Jego życie dalekie jest od unormowania: kilkanaście miesięcy wcześniej umarła matka pisarza, wiosną poznaje co prawda swoją późniejszą narzeczoną Józefinę Szalińską, ślubu z nią jednak ostatecznie nie weźmie. W lipcu 1932 r. Schulz, który nie wie o tym, że właśnie rozpoczyna się ostatnia dekada jego życia, pisze list do Stefana Szumana. Swoim drobnym, nieco zaokrąglonym pismem kładzie na papier następujące zdanie: „Jestem już jak gdyby poza czasem, w obliczu wieczności, która dla mnie nie będzie niczym innym, jak straszną świadomością winy, uczuciem niepowetowanej straty przez całą wieczność. Jestem na wieki potępiony i wygląda to tak, że zamknięto mnie ezgemplarycznie w szklanym słoju, z którego już nigdy nie wyjdę” . To jeden z pierwszych symptomów melancholii Schulza, fraza, która odsłania wszystkie najważniejsze modusy melancholijnej egzystencji w ogóle – bycie poza czasem, wycofanie z życia, trwanie na marginesach rzeczywistości, stratę oraz spoglądanie na świat zza szklanej szyby. Być w świecie i nie móc go istotnie dotknąć, być zanurzonym w życiu, a jednocześnie być całkowicie osobnym bytem – oto najogólniejsza sytuacja duchowa melancholika. Autor Sklepów cynamonowychbędzie tak mówił częściej, zwłaszcza od roku 1934, kiedy depresja przeradza się u niego w stan przewlekły. Do Tadeusza i Zofii Brezów pisze tak: „Czasem zdaje mi się, że tym wytężonym gestem dźwigania [świata wewnętrznego – przyp. A. M.] trzymam nic na swoich barkach” (KL, s. 48). Kto wytęży intertekstualny słuch, bez trudu dostrzeże tu echa owego słynnego „nic, które boli”,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Polska przeprasza za powieść