Subskrybuj
Pokaz projektów domu mody „Moda Polska” w zajezdni tramwajowej w Warszawie, 1961 r. fot. Andrzej Wiernicki / Forum
Pisarka, dziennikarka, reportażystka, popularyzatorka antropologii mody. Autorka m.in. reportaży Rzeczy osobiste. Opowieść o ubraniach w obozach koncentracyjnych i zagłady (2020) oraz Historie osobiste. O ludziach i rzeczach w czasie wojny (2021). Niedawno, nakładem Wydawnictwa Znak, opublikowała książkę Ciałaczki. Kobiety, które wcielają...

Moda, czyli o prawach człowieka

Ubranie to nie eksces z czubka piramidy potrzeb Maslowa, ale przeciwnie – podstawowy przejaw naszego bycia w świecie. W sytuacjach granicznych ubranie może podźwignąć, podtrzymać ducha i ocalić życie, jednak może też stygmatyzować, upokorzyć, a nawet zabić.

Centrum Pomocy Mokotów, Puławska 20, Warszawa. Kolejny dzień działania free shopu – czyli sklepu, gdzie osoby uciekające przed wojną na Ukrainie mogą zaopatrzyć się za darmo m.in. w odzież i kosmetyki. Wchodzi darczyńca.

– Dzień dobry, ubrania dla uchodźców przyniosłem.

– Jakie? Zgodne z naszą listą potrzeb?

– Nie wiem, żona pakowała, wie pani. Spieszę się, żeby dziecko z przedszkola odebrać, mogę zostawić?

– Ale wie pan, tak przeglądam je teraz, one są sfilcowane, znoszone. Nie mogę ich przyjąć.

– Chyba pani żartuje! To dobre ubrania. Moje dzieci w nich chodziły!

– Może odda pan do recyklingu?

– No, naprawdę, wstydziłaby się pani! Do widzenia!

To zapis poglądowej dla wielu odbytych przeze mnie przy drzwiach Centrum rozmów z darczyńcami. Większość to osoby, które rozumieją, na czym polega pomoc, ale niektórzy ofiarodawcy wydają się sądzić, że dar – niezależnie od jego jakości i przydatności – jest wartością samą w sobie. Szczególnie dar odzieżowy – w takich rozmowach wybrzmiewa zawsze niewypowiedziane zdanie: „Przecież uchodźczyni czy uchodźca powinni się cieszyć z tego, że w ogóle mają jakąś garderobę”.

Ubranie to nie jałmużna

W ciągu trzech miesięcy funkcjonowania Centrum Pomocy Mokotów do free shopu dotarło kilkadziesiąt ton ubrań – często brudnych, poplamionych, z dziurami, zmechaconych, sfatygowanych, zeszmaconych, pachnących piwnicą, strychem, starością, noszących ślady cudzych biografii, zbyt dominujących, żeby można było znaleźć miejsce dla nowych. Takie ubrania są przy sortowaniu od razu wrzucane do worka z napisem „do utylizacji”, wolimy więc ich nie przyjmować i oszczędzić wolontariuszom pracy. Niezadowoleni z nieprzyjęcia daru ofiarodawcy często porzucają niewygodny wór z ubraniami zaraz przed Centrum. Ludzie czekający w kolejce do wejścia od razu eksplorują ten zasób i chwilę później chodnik zasłany jest brudnym dywanem, a zeszmacone stroje przechodzą z rąk do…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Rzeczy, które kochamy