Zauważa Pan w polskiej sztuce współczesnej zwrot ku wsi?
Mniej więcej do 2014 r. zainteresowanie tematami wsi było znikome. Wówczas już od kilku lat pracowałem w Kurówku, jednak, poza Grupą Działania z Lucimia, nie było właściwie artystów, którzy przyglądaliby się obszarom wiejskim. Po 2014 pojawiło się kilku zainteresowanych młodych artystów, m.in. Michał Łagowski czy Honorata Martin. Nałożyła się zresztą na to 150. rocznica zniesienia pańszczyzny. Na wystawie Co widać w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie kuratorzy zaaranżowali nawet dla nas tzw. kącik wiejski. Nie wiem, czy da się zauważyć zwrot czy pewną tendencję. Ale dzięki mojemu doświadczeniu dydaktycznemu – uczę obecnie na Akademii Sztuki w Szczecinie – mogę śmiało stwierdzić, że moi studenci raczej rzadko podejmują ten temat. Jednocześnie nawiązania do tematu wsi było widać u młodych np. na tegorocznym finale Hestii.
Bardzo się natomiast cieszę, że taki zwrot nastąpił w literaturze faktu – mam na myśli Ludową historię Polski Adama Leszczyńskiego, Bękarty pańszczyzny Michała Rauszera i Chamstwo Kacpra Pobłockiego oraz kilka innych książek, które pojawią się wkrótce na rynku. Nie widzę jednak przełożenia na sztuki plastyczne. Mam wrażenie, że obecnie jestem jedynym artystą młodego (a może nie tylko) pokolenia, który ze wsi uczynił swój temat i zaproponował jej długofalową współpracę.
Z czego wynika ten dystans wobec wsi?
Przede wszystkim ze wstydu. Większość z nas pochodzi ze wsi lub małych miasteczek. Chodziliśmy do…