Tekst, który Państwo przeczytają, a z nim ja, jako jego autorka, mamy ten komfort, że ani on, ani ja nie aspirujemy do niczego ponad próbę opowiedzenia o tym, co umiem i chcę przeczytać u Wisławy Szymborskiej. Jednocześnie zastrzegamy sobie oboje prawo do okolicznościowego braku zainteresowania tym, co umieją i chcą przeczytać inni, jak również do niewiedzy o tym, że inni przeczytali u poetki to samo bądź podobne, a opowiedzieli o tym w bardziej eleganckich i porywających zdaniach.
„To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby”
„Czuję się zagrożony wszelkim horyzontem” – żali się w Głosach z tomu Wszelki wypadek Appiusz Papiusz Hostiuszowi Meliuszowi, na co Hostiusz, z wyraźnie pokrzepiającą intonacją, odpowiada: „Naprzód. Gdzieś wreszcie jest koniec świata”. Rzymianie w Głosach są aroganccy i spięci, skupieni na tuszowaniu swojego zdezorientowania mnogością „małych narodów”, które „rozumieją mało”, a które tworzą wokół Imperium zgoła niesanitarny kordon nagannych obyczajów, zacofanych praw i nieskutecznych bogów. Enumeratywne potraktowanie niechlujnych i lekkomyślnych Aboryginów, Rutulów, Sabinów, Ekwów, Wolsków, Aurunków, Marsów i kogo tam jeszcze, za pierwszym, odruchowym skojarzeniem odsyła mnie bezpośrednio do Urodzinz ich urokliwie aliterowanymi morenami, murenami i morzami, czy ogniem, ogonem, orłem i orzechem. To niepokojące odesłanie, a jego rykoszet prowadzi do kolejnych „zdziwieniowych” – że użyję neologizmu redaktorów z…