Wystarczy. Może znaczyć: dość! Basta! – mówione samemu sobie lub innym (światu), może odnosić się do rzeczy przyjemnych lub przykrych. Do samych siebie mówimy je, by się w czymś ograniczyć, by przerwać zapamiętanie się w przyjemności, w tym, co błahe lub w roztrząsaniu tego, co bolesne. Do innych kierujemy je, gdy spotykamy się z nadmiarem szczodrości lub z wyrządzaną krzywdą. Ale „wystarczy” można mówić też spokojnie, oznajmująco. Oznacza wtedy: minimalistycznie założyć, że już to, co mamy, pozwoli, by dane przedsięwzięcie się udało. Znaczy to także: pilnować się, uważać, by nie powiedzieć za wiele.
Takie roztrząsanie znaczeń może się wydać banalne. Pozwalam sobie na nie jednak dlatego, że wszystkie te sensy tytułowego Wystarczy Szymborskiej mówią coś ważnego o samej poezji, o pewnej głęboko w niej tkwiącej wzajemności. Ich współwystępowanie, ich dysonansowe współistnienie chroni zaś przed pokusą jednoznacznych, wykluczających się wzajemnie stwierdzeń. Pozwala zachować zbawienną dewizę poetki: „tylko co to takiego poezja. / Niejedna chwiejna odpowiedź / na to pytanie już padła. / A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego / jak zbawiennej poręczy („Niektórzy lubią poezję”, Koniec i początek, 1993). Tym właśnie tropem, tropem pytań (niekoniecznie domagających się domknięcia w odpowiedzi) o to, czym jest poezja lub czym mogłaby być, tomik ten można przemierzyć.
KlatkaJuż…