Subskrybuj
Arkadiusz Szaraniec / Fot. Katarzyna Szaraniec
Mieszczuch z rodzinnymi korzeniami na Podlasiu i w Małopolsce, dokąd stale powraca. Teatrolog z wykształcenia, obieżykraj i ekoista z powołania, autor stałego cyklu Zwierzę w mieście (w miesięczniku „Stolica”) oraz książek o alchemii natury i kultury (Żubry lubią jeżyny, 2018 oraz Warszawa dzika, 2019). Obecnie...

Dzikie miasta

Im większe miasta, tym więcej w nich dzikich gatunków. Labirynt Londynu jest domem dla tysięcy lisów. Nasze miasta roją się od ptaków, i nie tylko.

Było to wiosną tego roku:
– A co pan tu robi?
– Jestem w pracy.

Patrol (policjant i dwóch żołnierzy z WOT) nieufnie patrzy na mój strój i główny rekwizyt – dużą podziurawioną reklamówkę, z której ciurka woda, mocząc wymięte spodnie i gołe stopy w mocno rozdeptanych tenisówkach.

– Prowadzę badania terenowe, jak w okresie suszy hydrogeologicznej można zazielenić obszar obecnie pokryty głównie piaskiem. Które gatunki roślin, nie tylko typowe dla murawy kserotermicznej, najlepiej znoszą długotrwały brak opadów i silne słońce, które najszybciej kiełkują, rosną i zwiększają biomasę, zwłaszcza powierzchnię liści po regularnym podlewaniu minimalną ilością wody.

Marzec 2020 r. Szczyt epidemii i zakaz opuszczania mieszkania z wyjątkiem „zaspokajania niezbędnych potrzeb życiowych”. Czas: godz. 8–9 rano. Miejsce: pobocze ścieżki spacerowo-rowerowej na terenie parku przy zalewie na rzeczce Silnica w Kielcach. Przed mandatem uratowała mnie legitymacja prasowa i fakt, że poprzedni patrol też zadowolił się spisaniem i sprawdzeniem danych w centralnym rejestrze (włącznie z nazwiskiem panieńskim matki).

Misja: podlewanieWychodziłem tam codziennie rano i o zmierzchu od początku marca do końca maja. Nagrzaną zieloną od wodorostów wodę z zalewu nosiłem niedaleko od brzegu. Głównym celem był pagórek w kształcie cypla, wystawiony na słońce i wiatr od świtu do zachodu słońca. Ścieżka była wąska i stroma, wspinając się, machałem przeciekającą torbą i zwilżałem dziewanny, krzewy głogu i placki piachu. Na „plaży” podlewałem pojedynczymi kroplami samotne kępki skąpej trawy, rozdzielone ziemią ubitą i spaloną na twarde klepisko. Już na drugi, trzeci dzień wypuszczały nowe źdźbła. Po kilku dniach pojawiały się ptaki – kosy, paszkoty, drozdy, kwiczoły, gołębie grzywacze i te miejskie, a także podobne do nich synogarlice tureckie. Zainteresowaniem białkożernych o tej porze roku kosów i ich kuzynów cieszyły się „spiżarnie” – dołki wyścielone zeszłorocznymi liśćmi. Dłużej trzymały wilgoć, wkrótce pojawiły się tam dżdżownice. Szybciej od trawy i perzu rosły mniszki lekarskie, wypuszczały liczne pąki. Kiedy zakwitły pierwsze,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Przystanek: miasto