Subskrybuj
fot. Wojciech Wilczyk
Fotograf, poeta, autor esejów oraz tekstów krytycznych o sztuce, wykładowca na Akademii Fotografii w Krakowie. Autor m.in. albumów Niewinne oko nie istnieje (2009) poświęconych synagogom i żydowskim domom modlitwy, Święta wojna (2014) pokazujących graffiti kibicowskie oraz Słownik polsko-polski...

O tym, co (nie)widzialne

Wszystko zaczęło się od podróży autem z Krakowa do Warszawy, podczas których mijałem bożnicę w Słomnikach. Ten widok w dziwny sposób nie dawał mi spokoju, przyciągał wzrok jak rodzaj intensywnego sygnału, nie do końca czytelnego komunikatu.

Nigdy nie planowałem projektu artystycznego o Zagładzie. Może powinienem to wyznanie nabazgrać na kartce – jak artysta Oskar Dawicki – i sprzedać jako sztukę? Kiedy wspomniany performer przedstawił podobną pracę podczas wystawy Projekt Próżna w trakcie XII edycji Festiwalu Kultury Żydowskiej – Warszawa Singera, przyjęto ją z ogólnym entuzjazmem (obiekt od razu znalazł nabywcę). Też byłem uczestnikiem tej imprezy. Krystyna Piotrowska – kuratorka wystaw na ul. Próżnej – zaprosiła mnie tam z cyklem Niewinne oko nie istnieje, który w nieco okrojonej wersji zaprezentowany został w pustostanie (byłym lokalu sklepowym?) na parterze jednej z przedwojennych kamienic, jakie w czasie okupacji znalazły się na terenie małego getta. Na czas montażu ekspozycji organizatorzy festiwalu zarezerwowali mi nocleg w hotelu Czarny Kot przy rondzie Radosława („egipskie” dekoracje łazienki w moim apartamencie, większej zresztą od zajmowanego pokoju, w ogóle sam obiekt będący najsłynniejszą samowolą budowlaną III RP to temat na osobny esej), skąd piechotą wędrowałem na Próżną. Montaż ekspozycji nie wymagał specjalnego nadzoru, wynajęta ekipa pracowała nadzwyczaj sprawnie, więc spacer od Czarnego Kota do pl. Grzybowskiego odbywałem wolnym krokiem, kierując się najpierw ul. Dziką, przechodzącą przy Stawkach w Karmelicką, by u jej końca przy trzypiętrowym galeriowcu przekroczyć al. Solidarności i dalej Orlą, Zimną, Graniczną – przeciąwszy Królewską – dotrzeć na miejsce.

Zdawałem sobie wtedy sprawę, że poruszam się po terenie dawnego getta, jakkolwiek moja wiedza na temat topografii tej części Warszawy nie była zbyt rozległa.

Obserwowany krajobraz cały czas wysyłał jednak enigmatyczne sygnały – niby taka typowa dla lat 60. i 70. blokowa zabudowa okolic ul. Miłej czy Anielewicza wyglądała jakoś dziwnie, inaczej niż powstające w szczerym polu w podobnym czasie peerelowskie blokowiska.

Na czym miałaby polegać różnica? Nie potrafiłem tego określić. Zwróciłem jednak uwagę na panujący tu bezruch, jakiś stan zawieszenia czy…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Duchowość 2.0