Subskrybuj
Jerzy Pilch. Fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta

Jerzy Pilch (1952-2020). Czas teraźniejszy przestał istnieć

Po śmierci pisarza pozostaje świat, który stworzył. Może szczególnie wtedy gdy mówimy o pisarzu takim, jakim był Jerzy Pilch – po wielekroć powracający do tych samych doświadczeń, przenoszący je w krainę mitu.

Jak Pilch opisałby własny pogrzeb? Bo przecież najlepszy felietonista III Rzeczypospolitej z pewnością doceniłby narracyjny potencjał tej sytuacji, niepewną i nie wolną od potknięć brawurę prowadzącego ceremonię pastora, tych żałobników, którzy z trudem rozpoznawali swoje twarze, ukryte pod antywirusowymi maskami, czy koszulkę Cracovii ułożoną na marmurowej urnie z prochami. A wreszcie i fakt, że gwizdek Najwyższego Sędziego zakończył życiowy mecz nie w Wiśle, Krakowie czy Warszawie, nie w chłodnym rodzinnym domu zaludnionym duchami, nie w redakcji „Tygodnika Powszechnego” i nie w drobnym kwartale stolicy, z antykwariatem przy Hożej oraz kawiarnią podającą poczwórne espresso, ale w tak bardzo niespodziewanych Kielcach, do których autor Miasta utrapienia może ledwo co zdążył się przyzwyczaić.

Czy byłby do bólu sarkastyczny, czy raczej – tak sądzę – najpierw wprawiłby nas w konwulsyjny rechot, by później, zmierzając do ostatniej kropki, wstrząsnąć naszymi sercami?

Oddał wzruszenie, jakie czuliśmy, gdy słowa psalmu mówiące o stopach pobożnego, stopach opartych mocno na ścieżce Pana, splotły się z opowieścią o…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ostatni tacy papieże