Coś mnie obudziło. Prawdopodobnie śniła mi się wojna, bo teraz codziennie śni mi się wojna. Wysokie budynki bez okien, strome klatki schodowe, potykam się, ukrywam, przeprowadzam kogoś przez pełne ruin miasto. Może jednak uciekam? Nie, zaraz sprowadzam sen na właściwie tory.
Budzę się usatysfakcjonowana, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Wykazałam się, uratowałam kogoś, może nawet siebie.
Ale tamtego poranka obudził mnie jakiś dźwięk, niezbyt głośny odgłos uderzenia.
Wstałam. Na balkonie leżał martwy bażant.
Martwy bażant na wysokości pierwszego piętra, na betonowym peerelowskim osiedlu, to nie jest rzecz powszednia. To raczej ciąg dalszy snu o wojnie albo pierwsza scena filmu „postapo”.
Co się robi z martwym…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Ostatni tacy papieże