W jednym z esejów z tomu Into the Looking-Glass Wood Alberto Manguel wspomina swoje najważniejsze doświadczenie z dzieciństwa: gdy miał osiem lat, zabrał się za lekturę książki Lewisa Carolla i nagle wpadł razem z Alicją do króliczej nory. Zapewne wielu z nas ma za sobą podobną przygodę. Argentyński pisarz musiał jednak przeżyć wyjątkowo mocno ten cudowny upadek, bo większą część życia poświęcił eksploracji Krainy Czarów i terytoriów ościennych. A w roku 1980 postanowił usystematyzować topografię fikcyjnych światów i napisał The Dictionary of Imaginary Places.
To niezwykła książka: dzieło konceptualne i encyklopedia zarazem, owoc erudycji Manguela i efekt współpracy z Giannim Guadalupim, Grahamem Greenfieldem (ilustratorem) oraz Jamesem Cookiem (rysownikiem map). Polski przekład przygotowywała spora grupa tłumaczy i redaktorów, których właściwie nazwać wypadałoby współautorami. Zacznijmy od znaczącego detalu edytorskiego: otóż książka liczy sobie dokładnie 1001 stron. To zapewne aluzja do Baśni z 1001 nocy, mnie jednak nasuwa się skojarzenie z tajemniczym kompendium o identycznej objętości, zatytułowanym The First Encyclopaedia…