1.Kilka miesięcy temu Benedykt XVI zapowiedział powrót niektórych form liturgicznych dotyczących Ofiary Eucharystycznej, a także gorąco zachęcił do wznowienia jako równorzędnej tak zwanej trydenckiej liturgii Mszy. Co może zastanawiać, w Kościele polskim reakcja na te naprawdę zastanawiające posunięcia była znikoma – w wielu diecezjach nie sposób nawet spostrzec, że coś się zmieniło, ani też dopytać, czy w danym kościele jest możliwość uczestniczenia w „mszy trydenckiej”. Ale właśnie ta niedawno ogłoszona wiadomość stała się dla mnie rodzajem wyzwania, by spojrzeć na dzieje Mszy świętej w Polsce od jednej granicy pamięci, przedwojennego świata dzieciństwa w dwudziestoleciu międzywojennym po dzień dzisiejszy i rozważyć wagę tych wszystkich zmian i doświadczeń, jakie one stanowią. To jakby podwójne wyzwanie: ewentualna decyzja o powrotach, ale przecież i obrona dokonań soborowych, z których nie należałoby za nic rezygnować. Polska jest pod tym względem polem szczególnie wyrazistych doświadczeń, ponieważ jak dotąd wszystkie kolejne, w tym zwłaszcza soborowe przemiany w liturgii i życiu sakramentalnym Kościoła dzieją się w wymiarze masowym, przy pełnych świątyniach w każdą niedzielę, przy zachowaniu jej odświętnego charakteru i bardzo szerokim respektowaniu obowiązku mszalnego (nawet jeśli dla wielu jest on łączony z rozgrzeszaniem siebie samych, na przykład podczas urlopu za granicą). Wilno mojego dzieciństwa, czyli późnych lat dwudziestych ubiegłego stulecia, to miasto wielu wyznań, kwitnące kościołami, niemal bez wyjątku zabytkowymi. Kraszewski, przebywający w Wilnie po powstaniu listopadowym, najpierw jako student i konspirator, potem w areszcie, wieże kościelne zaniedbanego miasta utrwali w pamiętniku jakby z irytacją, porównując je do palców wystających z podartej rękawiczki . Moje wspomnienia są zapisem oczarowania. Kościoły były ubogie w tym sensie, że nikt ich chyba wtedy nie konserwował i nie odnawiał, ale zabytkowe wnętrza tchnęły klimatem skupienia, a przede wszystkim rozbrzmiewały muzyką i śpiewem. Lud wileński śpiewał bardzo wzruszająco: rzewnie, rozlewnie i z całego serca. A organiści mieli ogromne pole do popisu, bo cała Msza odprawiała się jakby osobno, przy ołtarzu zasłoniętym przez księdza dialogującego po cichu z ministrantami, cały więc czas należał do wiernych.. Można było śpiewać (całe kolędy, całe pieśni wielkopostne…) albo…
Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała...