Pamiętam wyraźnie, kiedy jako dziecko po raz pierwszy wyobraziłem sobie, czym jest śmierć. Miałem pięć, może sześć lat, była noc i leżałem sam w moim pokoju, nie mogąc zasnąć. Dookoła panowała nieprzenikniona ciemność. Wtedy właśnie pomyślałem sobie, że śmierć musi być czymś mniej więcej takim jak to, co miałem wokół siebie: absolutną pustką, brakiem ludzi, barw, przedmiotów – czegokolwiek. Nicością, której nie potrafimy sobie przedstawić inaczej niż pod postacią gęstego, zalewającego oczy mroku. Pamiętam, że przyszło mi wówczas również na myśl, że skoro śmierć jest czymś tego rodzaju, to nie może być żadnego powstania z martwych, żadnego życia po życiu. Bo przecież – rozumowałem prostymi dziecięcymi kategoriami, które teraz przedstawiam w skomplikowanym żargonie dorosłych – żeby życie ocalało, musi tlić się gdzieś słabo jakieś światełko. Tymczasem w moim pokoju nie było widać absolutnie niczego – była tylko czerń, czerń i jeszcze więcej czerni. Odkryłem wówczas zaskakującą skłonność mojej duszy – wpisaną w nią (czyją ręką?) możliwość radykalnego ateizmu. A także, że nie wierzę w cuda. Bo światło zrodzone z nieprzeniknionego mroku mogłoby przecież być tylko cudem.
Przypomniałem sobie to wszystko, czytając najnowszy zbiór tekstów Wasilija Rozanowa (1856–1919) zatytułowany Przez śmierć, wydany w Bibliotece Kwartalnika „Kronos” i znakomicie spolszczony przez Piotra Nowaka. To kolejna – po m.in. tomach Opadłe liście i Odosobnione – książka owego wielce osobliwego „maga języka rosyjskiego”[1], która ukazała się w Polsce. Kim był Rozanow? Najprościej byłoby powiedzieć: „myślicielem religijnym” albo „rosyjskim pisarzem”. Sęk w tym, że te podręcznikowe, „uczesane” kwalifikacje w żaden sposób nie oddają głęboko ekscentrycznej natury wszystkiego, co pisał. Rozanow tworzył aforyzmy i eseje, pisał o Gogolu i Dostojewskim, Chrystusie i seksie. Jego styl tak buzuje sprzecznościami, że momentami trudno wyraźnie rozsądzić, czy pisze na poważnie, czy też jego słowa są pełną erudycji kpiną. Pisanie – a więc, jak je określał, oddawanie tego, co najintymniejsze, wszystkim – było dla niego „czymś całkowicie metafizycznym”[2]. A jednocześnie, jak przyznawał, „w istocie aktora, pisarza, adwokata, ba, nawet »księdza, odprawiającego nabożeństwo dla wszystkich« tkwi psychologia prostytutki (…)”[3]. Ekscentryczne, prawda? Ale bez obaw – pisarstwo Wasilija Rozanowa nie jest czczym retorycznym popisem. Zajrzyjmy więc, co…