Córko z lodu, być może jesteś dziewczyną z ognia, a jeśli czytasz moje zapiski, to znaczy, że istniejesz, przetrwałaś i jedna rzecz pozostała niezmienna – ciekawość każąca zaglądać do cudzych komputerów, listów, depozytów czy jak się nazywają wszystkie te miejsca, urządzenia, formy, bo tego nie wiem. Dawno temu napisałam powieść o przyszłości, w której wszyscy rozumieli wszystkich, używając miniaturowych translatorów, ale rzecz dotyczyła raczej języka niż całej reszty, minimalistyczna utopia sprzed dobrej wersji Google Translate, wygugluj sobie, co to było. Śmieszne, pięć lat później pasowałam do poczciwego nurtu nostalgicznego, wyśmiewana przez futurystów i poetów. Dziwnych używam słów? Wyszperaj, zapewne staroświecki wokabularz przetrwał, nie wirują go odsysacze mód. Szperanie – ładne słowo, szeleści i pobrzękuje, lekko kaleczy palce, obliż rankę i nie zwracaj uwagi na drobne niedogodności. Przyłóż zimne. Pod koniec życia technologie i narzecza zaczęły mnie nużyć. Nowe słówka, nowe końcówki. Przed siedemdziesiątką nadążałam, szczycąc się swoją sprawnością, z przerwą na szary dół. Należałam do pokolenia solennych użytkowniczek komputerów, perfekcyjnie obsługujących wszystkie funkcje edytorów tekstów. Zdołowana, aktualizowałam oprogramowanie. Miałam odruch bycia na bieżąco. Mój życiowy romans nabrał rumieńców dzięki wynalezieniu Skype’a. Trudno było…
Pisarka, prof. literaturoznawstwa, autorka książek prozatorskich Smaki i dotyki (2006, 2014), Bambino (2007, 2015), Ku słońcu (2009, 2014), Na krótko (2012), Umarł mi. Notatnik żałoby (2013), W powietrzu (2014); Pięćdziesiątka (2015), monografii naukowych i krytycznoliterackich...