Arkadiusz Gruszczyński: Jesteś współautorem najbardziej znienawidzonego ostatnio logo Warszawskiego Transportu Publicznego. Jak się z tym czujesz?
Marian Misiak: Cytując wrocławskiego klasyka zespół Hurt: „Czuję się świetnie i mam depresję”.
Warto dodać, szczególnie dla niezainteresowanych życiem Warszawy, że wasz projekt to wpisana w okrąg czerwona litera „t” z syrenim ogonem. Jak powstawał ten projekt?
Pracowałem nad nim wspólnie z zespołem Type2, czyli z Rafałem Benedekiem i Filipem Zagórskim. Motywacją do wzięcia udziału w konkursie była wiara, że nowe logo uporządkuje chaos komunikacyjny warszawskiego transportu. W zamyśle miało ono zastąpić (a może też wchłonąć) dotychczasowe znaki. To podejście wydawało nam się właściwie. Tymczasem wdrożenie projektu okazało się drogą na skróty – stąd depresja.
Co masz na myśli?
Wprowadzenie znaku nie pociągnęło za sobą wspomnianej zmiany wielu symboli poprzez jeden czytelny gest. Chcieliśmy, żeby wdrożenie nowego logotypu było poprzedzone konkretnym planem zastąpienia poprzednich znaków. Mam nadzieję jednak, że zaprojektowanie logotypu to nie koniec zmian.
Wydaje mi się, że kiedy opadły emocje, warszawiacy polubili ten logotyp.Mam nadzieję!…