W Polsce przemiany kontrkultury nie odbyły się w tym samym czasie co zachodnie, ale były nieuniknione. Problem jednak polega na tym, że jej opóźnienie, rozproszenie, słaba widoczność oraz wysunięta na czoło walka o zmianę systemu politycznego nie sprzyjały rozpoznawaniu zachodzących zmian, a z czasem ich opisom i analizie. Po latach dopiero widać, że progresywność polskiej kontrkultury była umiarkowana, za to uderzają jej patriarchalny i konserwatywny ostatecznie model. Trzeci obieg to kultura chłopaków walczących, by nie poddać się działaniu państwowej maszyny do mielenia mięsa, której najostrzejszymi trybami były obowiązkowa służba wojskowa i mieszczańska obyczajowość.
Możliwa trzecia droga
Trzeci obieg, jak czytamy w Parnasie bis. Słowniku literatury polskiej urodzonej po 1960 rokuPawła Dunin-Wąsowicza i Krzysztofa Vargi, to „popularna nazwa kontrkulturowo-subkulturowego obiegu alternatywnego przed 1989 r., w odróżnieniu od afirmującego władzę komunistyczną obiegu pierwszego i zwalczającego ją obiegu drugiego – solidarnościowego. Trzeci obieg władzy nie kochał (z wzajemnością), ale nie przepadał też za drugim obiegiem, widząc w nim śmieszność i liczne cechy Babilonu”. Pojawił się na początku lat 80., ale rozkwitł dopiero w II poł. dekady. Musiał być niskonakładowy, prawdziwie undergroundowy – trzeba tak powiedzieć nie z chęci wtrącania obcego słowa, ale dlatego że „podziemny” związany jest z działalnością opozycji politycznej. Undergoundowość wymuszona została ograniczeniami ekonomicznymi: trzeci obieg był prywatną inicjatywą, finansowaną przez autorów (z rzadka autorki), wśród których ze świecą szukać by krezusów. Ta „prywatność” odżegnywała się od klasycznych form działania w przestrzeni kultury, finansowanie stanowiło tylko jedną z części składowych tego wyłomu. Kolejną, może jeszcze ważniejszą, sprawą było zdobywanie się na wypowiedź bez aprobaty ze strony profesjonalistów czy autorytetów, zawodowych redaktorów i redaktorek…