Wołowiec, niewielka wieś w Beskidzie Niskim, w której rozmawiamy, to dobre miejsce do rozważań o sposobach ucieczki od myślenia korporacyjnego. Państwa dom wydaje się idealny zarówno do pracy, jak i do odpoczynku. Gdzie leży ten właściwy punkt równowagi między byciem zdominowanym przez cywilizację a całkowitą – równie niezdrową – ucieczką od niego?
Andrzej Stasiuk: Nigdy nie wiedzieliśmy, co to jest korporacja, więc w naszym przypadku nie było ucieczki przed samą korporacyjnością – znamy ją tylko z opowieści jakichś nieszczęśliwców, z literatury młodzieżowej, która o tym pisze. Zresztą, nasza izolacja w Wołowcu jest tylko pozorna: podczas ostatnich świąt było gościliśmy około trzydziestu znajomych i zaprzyjaźnionych osób.
Monika Sznajderman: Mam wrażenie, że u nas wszystko przebiegło dość naturalnie. Naturalnie wymyśliliśmy to wydawnictwo i nigdy nie mieliśmy dylematu, czy przekształcać je w korporację – nie przyszło nam to do głowy. Z drugiej strony, wcale nie czuję, abyśmy się izolowali, bo też nigdy nie było to naszym celem.
Kiedy wyjeżdżaliśmy na stałe z dużego miasta, były jeszcze lata 80., a więc ominęły nas narodziny kapitalizmu oraz myślenia korporacyjnego w wydaniu polskim – wyboru dokonaliśmy dużo wcześniej.
Poprosiliśmy Państwa o rozmowę, ponieważ odnosimy wrażenie, że w stworzonym i prowadzonym przez siebie wydawnictwie świadomie powstrzymujecie się czy wręcz zamykacie na różne obszary działalności wydawniczej, które mogłyby przynieść większe pieniądze. Czy kiedykolwiek w historii Czarnego był taki moment, w którym trzeba było wyhamować, zdecydować się: „przestajemy więcej zarabiać”?
M.S.: W ogóle nie myśleliśmy o zarabianiu. Jesteśmy chyba z takiej dziwnej, niedzisiejszej formacji umysłowej. Zawsze wydawało się nam, że jak się już zarobi, to trzeba te pieniądze od razu jakoś wydać, zainwestować.
A.S.: Nawet nie tyle zainwestować, ile przepuścić. W moim środowisku mówiło się o przepuszczaniu…
M.S.:W moim domu w ogóle nie mówiło się o biznesie. Ten pojawił się w naszym życiu zupełnie przypadkowo. Chcieliśmy po prostu wydać książkę Andrzeja… Ale jest to oczywiście też jakiś nasz handicap, że nie ma w nas typowego myślenia biznesowego. Nie ma przecież nic złego w…