Chciałbym porozmawiać z Panią o stosunku Witolda Gombrowicza do religii. Był on oczywiście ateistą, ale choćby w Dzienniku słowo Bóg pojawia się na tyle często, że ten ateizm zaczyna być podejrzany. Ciekawi mnie jego relacja z siostrą – Ireną. Była jedną z najbliższych mu osób, a zarazem najbardziej religijnych, z jakimi się zetknął. Zachowało się kilka ich listów, które pokazują, że jego pogląd na temat religii był bardziej złożony, niżby się to wydawało na pierwszy rzut oka. Jaki był jego stosunek do religijności siostry?
Witold uważał, że jeśli religia może jej pomóc, może nadać sens jej życiu, to powinna przy niej pozostać. W pełni szanował jej światopogląd i był bardzo tolerancyjny. Cechowała go zresztą wielka otwartość na inne światy. Akceptował je, jeśli widział, że są autentyczne. Mówił o Irenie z miłością i szacunkiem. Ze względu na matematyczne uzdolnienia nazywał ją mózgiem rodziny. Ona była bardzo inteligentna i rozwinięta duchowo. Jako starsza o pięć lat siostra w jakimś sensie mu matkowała.
Czytając Dziennik, miałem wrażenie, że kiedy Gombrowicz pisał o Simone Weil, mógł mieć zarazem na myśli Irenę. Pod wieloma względami były podobne.
Tak, całkowicie się z tym zgadzam. Także Irena reprezentowała to, co Witold nazywał „katolicyzmem egzystencjalnym”. Byłam niedawno w Kielcach i rozmawiałam z profesorem Stanisławem Żakiem, który znał Irenę. Wiele pozostaje do zrobienia i zbadania, jeśli chodzi o losy Ireny i Matki. Mówił mi, że Irena była bardzo surowa, nieskora do żartów. Ubierała się na szaro, a matka na czarno. Wszędzie chodziły razem. Wspominał też, że miała bardzo mocny głos. To wielka szkoda, że listy do Ireny i matki zostały zniszczone.
Pod koniec życia Gombrowicz nosił się z zamiarem napisania sztuki o bólu muchy….