Nie wiem, jak nazywają się te kwiaty to opowieść zbudowana z trzech rodzajów przekazu: słownego, muzycznego i wizualnego. Mamy więc historię podzieloną na 27 rozdziałów przeplataną znanymi z bloga i Facebooka Zawady obrazkami „ziemniaków” oraz płytę z dziewięcioma piosenkami hiphopowymi. Źródłem takiej formy jest właśnie bezsilność, która nie pozwoliła na budowanie ciągłej narracji i sprawiła, że autor postanowił nagrać płytę – śpiewanie i komponowanie ułatwiło mu mówienie o tym, co okazało się niewyrażalne za pomocą słowa pisanego. Podobnie jak w przypadku poprzedniej książki …
Redaktorka miesięcznika „Znak”, recenzentka, absolwentka krytyki literackiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opiekunka rubryki "Wśród możliwości"