Warto to zrobić tym bardziej, że komiks zdążył zainspirować oraz ośmielić polskich i zagranicznych rysowników gotowych podejmować w swoich pracach tematykę Zagłady (by wspomnieć chociażby Achtung Zelig Krzysztofa Gawronkiewicza i Krystiana Rosenberga czy Drugie pokolenie Michela Kichki).
Mój ojciec krwawi historią – pier-wsza część opus magnum Spiegelmana wychodzi w Stanach Zjednoczonych w 1986 r. i niemal natychmiast dzieli nie tylko recenzentów (często bezradnych wobec braku, w ich przekonaniu, spójności między formą i treścią Mausa), ale także opinię publiczną. Nic dziwnego, skoro czytelnicy przez lata przywykli do dominacji dyskursu historycznego, z centralnym miejscem świadectwa ocalałego jako podstawowego nośnika wiedzy o Holokauście. Na pierwszy plan wysuwa się pytanie: jak o sprawach śmiertelnie poważnych można mówić za pośrednictwem komiksu – medium mocno osadzonego w popkulturze, z łatką niewyszukanej rozrywki dla mas? Termin „powieść graficzna”, służący wydzieleniu zamkniętych, dłuższych i poważniejszych historii, jest jeszcze w powijakach. Nie mówiąc o silnej tabuizacji samej Zagłady, przejawiającej się…