Subskrybuj
fot. Rafał Milach

Kolektywność, której musiałem się nauczyć

Przez to, że fotografia rejestruje rzeczywistość, często wydaje nam się, że możliwe jest opisanie tej rzeczywistości. Jest to nie tyle błąd, ile myśl bardzo utopijna. Fotografowanie to nieustanna walka z wyobrażeniami.

W 2009 r. na swoim blogu napisałeś, że na ASP w Katowicach, której masz dyplom, nauczyłeś się myśleć, a w Instytucie Twórczej Fotografii w Opawie – fotografować. Nadal masz takie przekonanie?

Kompletnie tego nie pamiętam, ale to częściowo prawda. Może nie jest tak, że na ASP nauczyłem się myśleć, natomiast opanowałem podejście i operowanie metaforą – abstrakcyjną analizą konkretnych tematów. To była baza stworzona dzięki spotkaniom z takimi artystami jak Wojtek Kucharczyk, który zmuszał nas do niestandardowego rozwiązywania problemów. Wtedy oczywiście nie zdawałem sobie sprawy, że coś się tworzy i że będzie to w dużym stopniu rzutować na moją pracę w przyszłości.

Tę postawę mogłeś potem połączyć ze stricte warsztatową wiedzą zdobytą w Czechach?

Warsztatową też, ale nie tylko. Studia w Instytucie Twórczej Fotografii na Uniwersytecie Śląskim w Opawie otworzyły przede mną zupełnie inny obszar. To, co się działo na akademii – przynajmniej taka była moja obserwacja – stanowiło introwertyczną, zamkniętą przestrzeń, która w bardzo ograniczonym stopniu odnosiła się do tego, co nas otaczało. Na ITF-ie, ze względu na rodzaj narzędzia, którym zacząłem się posługiwać, musiałem skonfrontować się z rzeczywistością. I chociaż obecnie mam coraz więcej wątpliwości związanych z możliwością opisywania świata za pomocą fotografii, to przesunięcie, którego świadomie dokonałem z obszaru sztuki do tego związanego z fotografią dokumentalną, uformowało całą moją obecną postawę artystyczną.

Do kwestii samej fotografii jeszcze przejdziemy, póki co chciałbym skoncentrować się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dumni, silni, niepełnosprawni