Subskrybuj
b. redaktor miesięcznika „Znak”, współautorka książki Świat według Janki.

Za wcześnie na pomoc?

Ci, którzy oburzają się na samą myśl o tym, że pieniądze polskiego podatnika miałyby poprawiać los głodujących w Afryce, podczas gdy w naszym kraju mamy tyle chorych dzieci i tylu bezdomnych, mogą spać spokojnie – z raportu Grupy Zagranica wynika, że tylko niewielka część środków, które przeznaczamy na pomoc rozwojową dla innych państw jest kierowana do społeczności najbiedniejszych. Większa ich część służy interesom politycznym i gospodarczym Polski.

Na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP (www.polskapomoc.gov.pl) można znaleźć wyniki badań TNS OBOP z listopada ubiegłego roku, według których poparcie społeczne dla polskiej pomocy rozwojowej, mimo tendencji spadkowej w porównaniu z poprzednim rokiem, pozostaje na wysokim poziomie i wynosi 79 procent. Najczęściej podawanym argumentem przemawiającym za pomocą państwom biedniejszym jest obowiązek moralny. Istnieje jednak duża grupa Polaków, którzy sądzą, że jesteśmy wciąż zbyt biedni, żeby pomagać innym. Tak uzasadnia swoją odpowiedź 68 procent z tych, którzy sprzeciwiają się działaniom pomocowym. Można z tego wyciągnąć wniosek, że w dyskusji o pomocy rozwojowej ścierają się dwie wizje odpowiedzialności za wspieranie krajów rozwijających się – jedna z nich mówi o globalnej solidarności, druga o swego rodzaju sprawiedliwości, troskę o biedniejszych składając na barki państw wysoko rozwiniętych. Czyli obiektywnie rzecz ujmując – również Polski.

W elitarnym klubie

Niektórych może jeszcze zaskakiwać, że Polska jest uznawana przez oenzetowską agendę do spraw rozwoju UNDP (United Nations Development Programme) za kraj bardzo wysoko rozwinięty. W raporcie z roku 2010 znaleźliśmy się w tej grupie razem z między innymi Norwegią, Kanadą, Stanami Zjednoczonymi, Niemcami i Belgią. Najłatwiej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Po co nam Gross?