Kim jest Bóg dla rozrzuconych po świecie ludzi różnych kultur i języków, którzy w Niego wierzą? Kim jest, niezależnie od tego, jak Go sobie wyobrażają, po jakiemu o Nim mówią; niezależnie od tego, iloma boskimi postaciami zaludniają swój Olimp albo niebiosa, jak te postaci nazywają, jak się do nich modlą i o co je proszą? Bóg jest władcą czy wsparciem? Budzącą szacunek – a nieraz postrach – potęgą wprawdzie sprawiedliwą, lecz nieubłaganie stojącą na straży narzuconych człowiekowi praw, domagającą się kultu i starannie odprawianych rytuałów? Czy może jednak kimś bliskim, choć niepojętym, na kim można się wesprzeć w chwilach słabości i zwątpienia? Świętą grozą, czy przenajświętszym miłosierdziem?
Oczy BuddyGórska prowincja Mae Hong Son to trudno dostępna enklawa u podnóża Himalajów wciśnięta między Birmę a północną Tajlandię; pozbawiona dostępu do świata mozaika plemion rozsiadłych po swoich dolinach i tam borykających się z nieurodzajną glebą. Stąd też zwaśnieni monarchowie i okoliczni książęta nie dbali o zabór tak kłopotliwego miejsca. Góry i doliny zaludnione przez plemiona mówiące różnymi językami, wyznające różnych bożków, ale klepiące tę samą biedę, uniknęły więc przemarszów wrogich armii i tratowania ich zagonów przez kolumny bojowych słoni. Dopiero Brytyjczycy, zagarniając Birmę, wzięli pod swoje panowanie te dzikie ostępy i watahy miejscowych pogan przebierających się od święta w różnobarwne stroje, ale nieznających żadnego cywilizowanego języka ani obyczaju. Nie na…