Obchody tysiąclecia chrztu Polski (1966) przypadły w momencie szczególnego nasilenia wojny ideologicznej, wypowiedzianej katolikom przez władze PRL. Kościół miał wówczas pełne prawo czuć się „oblężoną twierdzą”, zwierał zatem szeregi i podkreślał związek tego, co Polskę stanowi, z katolicyzmem. Trudno było to podważać czy też się od tego dystansować – każda taka próba mogła być przecież wykorzystana przez antykościelną propagandę. Dziś, w warunkach wolności – w pełni doceniając rolę Kościoła w dziejach naszej ojczyzny – możemy pokusić się o zainicjowanie w samym Kościele (a nie poza nim) debaty, której celem byłoby postawienie pytania, co sprawia, że w umysłach niektórych katolików ewangeliczne chrześcijaństwo, ta uniwersalna religia miłości, zamienia się nieraz w „ksenofobiczną religię plemienną” – jak tę wciąż nam zagrażającą „herezję” nazwał niegdyś na łamach „Znaku” Stefan Wilkanowicz. Dobrą ku temu okazję stanowi kolejna „okrągła” rocznica przyjęcia przez Polskę chrześcijaństwa. W debacie tej nie da się, oczywiście, pominąć rzetelnej analizy mesjanizmu oraz teologii narodu, uprawianej przez duchowych ojców XX-wiecznego Kościoła w Polsce: kard. Stefana Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II. Poniższy artykuł nie rości sobie pretensji do tego, by taką analizę przeprowadzić. Jest…
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.