Nawet najbardziej wytrawny i wytrwały bibliofil nie odnajdzie na przykurzonych antykwarycznych półkach pierwszych wydań jej powieści historycznych z pięknymi rycinami Stanisława Bagińskiego czy ilustracjami Jerzego Karolaka. Próżno szukać na krakowskich Plantach ławki z jej nazwiskiem – pominęli ją (podobnie jak wiele innych piszących kobiet) autorzy projektu Kraków Miasto Literatury (choć teraz, po interwencjach, podobno ma swoją ławkę w okolicy ul. Poselskiej). Archiwa odmawiają dostępu do osobistych zapisków, listów i notatek zdeponowanych w archiwum męża – Kazimierza Nitscha – slawisty, językoznawcy, profesora UJ, prezesa PAU.
Biblioteka Jagiellońska zagubiła część tekstów jej autorstwa, a w innych książnicach na wieczne nieoddanie wypożyczył je „pracownik”.
Od czasu do czasu jej twórczość służy do przypomnienia tylko jednej książki i prezentowania zasad close reading.
Cofnięta w milczenie
A jej życie było tak fascynujące, że trudno nie pokusić się o biografię fantazmatyczną z miastem w tle i spacerem jako osią fabuły czy detektywistycznym, acz derridiańskim w definicji, poszukiwaniem „śladów obecności”. Ale to już przyjemności dla zwolenników turystyki fikcji. Flâneusei podróżniczką była Aniela Gruszecka z usposobienia (często widywano ją podczas codziennych przechadzek po krakowskim Salwatorze w towarzystwie ukochanego psa Azy) i pewnie niejeden współczesny badacz / czytelnik czy badaczka / czytelniczka miałby / miałaby problemy z dotrzymaniem jej kroku. Aniela Gruszecka to jedna z pierwszych polskich czytelniczek,…